Banner strony. Na przeźroczystym tle, czarny napis "Projekt SPINKa SPołeczne INfopunkty Klimatyczne" i logo drzewa, otoczonego splotem w stylu celtyckim.

Ekran z nowymi wiadomościami. Ikona strony Aktualności.
Domek. Ikona strony startowej.
Zielony liść. Ikona kategorii "Chcesz zrozumieć!"
Megafon. Ikona kategorii "Chcesz wiedzieć!"
Krąg społeczności. Ikona kategorii "Chcesz działać!"
Tęczowe koło. Ikona kategorii "Inne".
Sylwetka ludzka na tarczy rycerskiej, z niebieskim znaczkiem "check". Ikona strony z polityką prywatności.
Na niebieskim kole biała litera i. Ikona strony z informacjami o nas

Najlepsza rzecz dla ochrony klimatu? Przestać mówić o ochronie klimatu

W pewnej duńskiej sieci sklepów ludzie zaczęli masowo kupować pojedyncze banany. Nie zaczęli żałować marnowanej żywności, po prostu obok owoców pojawił się napis: „weź mnie, jestem singlem”. Czego to uczy o ochronie klimatu?

6-letnia Simone jechała rowerem do szkoły, kiedy wjechało w nią jadące zbyt szybko auto. Dziewczynka zmarła. Było to jedno z blisko 500 dzieci, które w latach 70. co roku umierało w wypadkach na holenderskich drogach.

Śmierć Simone okazała się przełomowa, bo była córką znanego dziennikarza. Wściekłość ojca przerodziła się w publikacje, a te – w ogólnokrajową akcję „Przestańcie mordować dzieci”.

Holendrzy masowo przesiedli się z samochodów na auta nie dlatego, że chcieli ratować planetę. Chcieli ratować swoje dzieci.

Bo żal smutnego banana

Kiść bananów ma wzięcie, pojedynczy banan już nie. Niechciany i samotny, regularnie ląduje więc w koszu.

Jak relacjonuje BBC, Selina Juul z Danii postanowiła coś z tym zrobić. Walcząca z marnowaniem żywności aktywistka wymyśliła dla sieci sklepów hasło: „weź mnie, jestem singlem”. Gdy pojawiło się przy owocach, liczba codziennie marnowanych bananów w tylko jednym sklepie zmalała z blisko 100 do ledwie kilku.

Ludzie kupowali je nie dlatego, że poruszyło ich marnowanie żywności. Poruszyły ich emocje wobec samotnego banana.

Boom na fotowoltaikę

Polska jest dziś w światowej czołówce państw z największą liczbą paneli słonecznych. To głównie zasługa nas samych, bo fotowoltaikę ma już ponad 1,5 mln gospodarstw domowych. Lub pisząc inaczej: ponad jedna czwarta rodzin żyjących w polskich domach. Największy boom na fotowoltaikę pojawił się wtedy, gdy rząd zaproponował dotacje i korzystne rozliczenia.

Gdy kilka lat temu zbierałem materiał do swej książki, rozmawiałem z kilkoma architektami zajmującymi się projektowaniem niskoemisyjnych domów. Czyli takich, które mają bardzo małe zapotrzebowanie na energię i starają się je zaspokoić w swoim zakresie (np. przez fotowoltaikę i magazyny energii). Każdego z nich pytałem, dlaczego ludzie decydują się na takie domy: głównie po to, by zadbać o środowisko, czy głównie po to, by zadbać o swoje portfele. Wszyscy odpowiadali zgodnie: najważniejsze były portfele, a środowisko stanowiło argument dodatkowy.

Ludzie instalowali więc panele i budują niskoemisyjne domy nie po to, by obniżyć emisje CO2 Polski. Robią to, by przede wszystkim obniżyć własne rachunki.

Nie wiedza, lecz sprawczość

Osoby świadome globalnych problemów często mówią mi: „gdyby ludzie wiedzieli, to by się zmienili”. Odpowiadam w dobrej wierze: „osobom uznającym edukację za rozwiązanie… brakuje edukacji o tym, co wpływa na ludzi”.

Sam też miałem w tym spore braki. Zrozumiałem to, gdy zacząłem poszukiwać odpowiedzi na męczące mnie pytanie: „Dlaczego ludzie tak bardzo ignoruję być może największy kryzys w historii ludzkości, jakim jest kryzys klimatyczny?

Jedna z najważniejszych cech napędzających człowieka do działania to poczucie sprawczości. W każdym z wymienionych na początku historii ludzie zaangażowali się w coś, na co uznali, że mają wpływ. I faktycznie go mieli.

Ale sprawczość dzieje się blisko. I dotyczy celu w naszym zasięgu. Ochrona klimatu dzieje się daleko (bo globalnie to baaardzo daleko). I dotyczy celu, na który wpływają miliardy (ludzi i dolarów).

Planeta to nie człowiek

Jasne – ratując planetę czy klimat, ratujemy samych siebie. Niektórzy z nas rozumieją to bardzo dobrze.

I co? I nic.

Między nami a zmianą klimatu jest zbyt wiele kropek, które trzeba połączyć, aby masowo uruchomić emocje i zaangażowanie. Nie czujemy poczucia sprawczości, o którym wspominam, a które jest tak ważne.

A nie czujemy, bo skala planetarna nie jest ludzką skalą. Dla Ziemi tysiąc lat to nic. Dla Polski to cała jej historia. Dla nas – abstrakcja.

Sprzedać najpiękniejszy trawnik

Dla wszystkich historii z początku można znaleźć jeden globalny mianownik – jak emisje CO2 z transportu, marnowania żywności i zapotrzebowania na prąd pogarszają zmianę klimatu.

Ale mogę też nie napisać o klimacie ani razu, skupiając się na codzienności życia i emocjach: trosce o bezpieczeństwo dzieci, trosce o swoje pieniądze, trosce o samotnego banana. Istnieje milion rzeczy, które nas motywują i milion sposobów, w jaki można docierać do ludzi. Korzystajmy z tego.

Zwłaszcza że – i to kluczowe – wiele rzeczy dobrych dla klimatu jest też dobrych dla nas samych. Lepsze zdrowie fizyczne i psychiczne, większe bezpieczeństwo energetyczne, niższe rachunki, cichsze i przyjemniejsze do życia miasta, czystsze powietrze… czy zmiana klimatu by była, czy nie, i tak warto podążać w tym kierunku, prawda?

Skończmy więc sprzedawać najlepsze nasiona (czyli ochronę klimatu). Zacznijmy sprzedawać najpiękniejszy trawnik (czyli to, co z tych nasion wyrośnie).

Wzmocniona odporność

Dzięki zmianie optyki z „tam i kiedyś” na „tu i teraz” zyskujemy jeszcze jedną potężną rzecz: wzmocnioną odporność na ataki. Dezinformacja i populizm stracą siłę rażenia, a wymówki w s tylu „no tak, ale Chiny i Niemcy…”, pójdą po prostu w odstawkę.

Bo co mnie obchodzą Chiny, gdy mówimy o moim zdrowiu, moich rachunkach i moim mieście? No nie obchodzą.

A czy „straszenie Niemcami” będzie tak skuteczne, jeżeli na wiatrakach zarobią właściciele sąsiednich nieruchomości, bo mają za to płacone? Może i trochę wciąż będzie, ale namacalne korzyści będą ważniejsze.

Domalować twarz klimatowi

Na koniec wróćmy jeszcze do bananów i teogorcznego badania „Anthropomorphic Sad Expressions Reduce Waste of Single Imperfect Food”.

Wykazało ono, że pojedyncze banany z dorysowaną smutną twarzą sprzedają się o 60 proc. częściej niż zwykłe banany. Sprzedaż tych z radosną miną wzrosła tylko o 5 proc. Wesoły banan ma się przecież dobrze, więc naszej opieki nie potrzebuje.

Co więcej, gdy w eksperymencie oprócz „bananowych twarzy” skorzystano też z promocji, korzystny efekt znikał. Uwaga przesuwała się z emocji na oszczędność.

Wniosek? Lepiej domalować pojedynczemu bananowi smutną twarz niż dać na niego promocję. Być może pora więc domalować odpowiednią twarz haśle pt. „ochrona klimatu”.

Artykuł Najlepsza rzecz dla ochrony klimatu? Przestać mówić o ochronie klimatu pochodzi z serwisu Ziemia na rozdrożu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *